Amerykański impresjonista Frederic Childe Hassam właściwie nigdy wcześniej nie malował farbami olejnymi, gdy postanowił zmienić ten stan rzeczy w wieku 51 lat, podczas podróży po Hiszpanii - artysta spędzał jesień 1910 roku, odwiedzając z żoną Madryt, Toledo, Kordobę, Sewillę i Rondę, by wreszcie dotrzeć na Gibraltar, skąd powrócili do domu. Powstałe wówczas obrazy olejne, które zostały zaprezentowane rok później w nowojorskiej Montross Gallery wraz z pastelami i akwarelami z tej samej podróży, podzieliły krytyków. Jeden z nich określił całość jako najważniejszą amerykańską wystawę w dziejach, inny opisał ją jako mocno nierówną. A jednak sześć obrazów z Hiszpanii, nazywane często przez prasę „hiszpańską serią”, osiągnęło niezaprzeczalny sukces i było opisywane jako idealne „portrety miejsc”. Ten konkretny widok został najprawdopodobniej namalowany z okna pokoju, jaki Hassam zajmował w hotelu w Rondzie, skromnej gospodzie prowadzonej przez Anglików i wychodzącej na Iglesia Nuestra Señora de la Merced (Kościół Matki Boskiej Miłosiernej) wznoszący się po drugiej stronie obsadzonego drzewami placu. Hassam przez całą swoją karierę preferował uniesione, spoglądające w dół perspektywy, niezależnie od tego, czy prezentowały Boston, Paryż, czy jak tutaj, bielone zakątki XX-wiecznej Andaluzji.
Powściągliwość tej serii była odbierana jako jej wada: krytycy zwracali uwagę, że Hassam pominął teatralne migotanie światła oraz jaskrawe, nasycone kolory charakterystyczne dla największego wówczas hiszpańskiego malarza, Joaquína Sorolli. Jeden z recenzentów żartował, że pomimo uwielbienia Hassama wobec „señora Bastidy”, nie był on „tego typu impresjonistą”. Sorolla miał jednak na ten temat własne zdanie. Odwiedził wystawę osobiście i podobno wypowiedział krótkie, pełne aprobaty „très bien”, przechodząc obok obrazów Hassama.
P.S. Odkryjcie sztukę Childe'a Hassama w 10 obrazach!
P.P.S. Nie przegapcie przedsprzedaży naszych kalendarzy - obecnie dostępna jest ograniczona liczba kopii, wszystkie ze zniżką -15%!